Kowary – letnia odsłona…

W sierpniu po raz kolejny wyjechaliśmy na obóz letni. Miejscem naszego pobytu były, znane nam już z poprzednich wyjazdów, Kowary. Po drodze wstąpiliśmy do Wrocławia. Podczas krótkiego spaceru zobaczyliśmy Ostrów Tumski, bulwary nad Odrą oraz Rynek. Do Ośrodka Wojków, gdzie czekała już na nas pyszna obiadokolacja dojechaliśmy w godzinach wieczornych. To nie był pierwszy obóz w Wojkowie, który jest dzielnicą Kowar, dlatego dla wielu z nas nie było zaskoczeniem, że posiłek był smaczny, a panie z kuchni niezwykle miłe i uśmiechnięte.

Od poniedziałku zaczęły się zajęcia. Jak to na obozie bywa praca była ciężka, bo głównym celem było jak najlepsze przygotowanie się do dożynek. Dzięki naszym instruktorom Pani Renacie, Panu Tomkowi, Pani Lizie oraz dzięki naszym akompaniatorom Panu Łukaszowi i Panu Andrzejowi mogliśmy w mniejszych i większych grupach ćwiczyć kroki, układy oraz uczyć się nowych piosenek. Nie samymi dożynkami jednak zespół żyje dlatego wśród zajęć tanecznych były także walce, poleczki, hołubce, cwały, tańce rzeszowskie. Dodatkowym elementem, który towarzyszy nam, zwłaszcza najmłodszym, podczas ostatnich obozów były zajęcia teatralne. Każdy z nas wie, że na scenie liczą się nie tylko kroki ale również wyraz artystyczny, szerokość gestów i obycie z publicznością, dlatego nasi najmłodsi tancerze próbowali swoich sił w przedstawieniach.

W połowie obozu już tradycyjnie nastąpił „kryzys środka”, który jest doskonałym pretekstem żeby na chwile przestać tańczyć. W środę po wczesnym śniadaniu zapakowaliśmy kanapki, kurtki i bluzy do plecków i ruszyliśmy na szlak. Pod czujnym okiem przewodnika sudeckiego wkroczyliśmy do Karkonoskiego Parku Narodowego i rozpoczęliśmy naszą wędrówkę do Schroniska Samotnia, usytuowanego tuż przy Małym Stawie w Kotle Małego Stawu. Podczas wycieczki zaczął wiać wiatr, który przygonił niestety chmury i Śnieżka, którą tak wspaniale było widać z okien naszego ośrodka, tym razem schowała się w mlecznej zasłonie. Nam jednak humoru nie może popsuć byle mgła toteż radośnie wędrowaliśmy dalej, a po powrocie ochoczo zabraliśmy się za dalsze tańcowanie. Tradycyjnie „środkowy kryzys” został zażegnany.

Ostatni dzień naszego pobytu czyli piątek naszpikowany był miłymi wydarzeniami. Po porannych, dopinających wszystko próbach, zjedliśmy szybko obiad i udaliśmy się do Term Cieplickich. Akcja szatnia poszła nam jak zwykle sprawnie i już po paru minutkach wszyscy wskoczyli do basenów. Każdy mógł wybrać to co lubi. Najmłodszym oczywiście największą radość sprawiało korzystanie ze zjeżdżalni. Po powrocie i kolacji nastąpiło podsumowanie obozu. Podczas wieczornego spotkania każda grupa zaprezentowała przygotowaną przez siebie niespodziankę. Były przedstawienia, piosenki i nowatorska wersja kujawiaka z oberkiem.

Obozowe zmagania zakończyliśmy z uśmiechem na ustach i radością w sercu, a efekty naszej pracy będzie na pewno widać na kolejnych koncertach.